środa, 15 sierpnia 2012

ROZDZIAŁ I

- Otwarte! - usłyszałam głos przyjaciółki i weszłam do środka.
Zdjęłam buty i usiadłam koło niej na kanapie.
- Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki. I jak tam? Dostałaś się? - zapytałam.
Agnes spuściła głowę. Nic nie mówiąc objęłam ją i oparłam głowę na jej ramieniu.
- Nie przejmuj się, ja też. - chciałam ją pocieszyć.
- Żartowałam, mam tę rolę! - klasnęła w dłonie - Ale czekaj, jak to ty też? Nie mów, że...
Wzięłam do ręki iPhone'a i wyszukałam sms'a.
- Masz, czytaj. - wcisnęłam jej go w dłoń.
Gapiła się w wyświetlacz jak głupia.
- No przecież to jest niemożliwe! Masz świetny kurczę głos, śpiewasz najlepiej w całej szkole no! - tupnęła nogą.
- Nie przejmuj się, uda mi się w następnych eliminacjach. Mam nadzieję. - uśmiechnęłam się i włączyłam telewizor.
Z racji tego, że kolejnego dnia była sobota, zostałam u niej na noc. Resztę wieczoru oglądałyśmy filmy z wypożyczalni i jadłyśmy słodycze. O 3 położyłyśmy się spać, a o 5 obudził nas krzyk jej 4letniego braciszka. Niestety jeśli mnie się w nocy przebudzi, dalej zasnąć już nie mogę. Także o 5 wstałam, zrobiłam sobie kawę i rozsiadłam się w salonie przed telewizorem. O 7 dołączyli się do nie rodzice Agnes i razem oglądaliśmy 'The Ellen Show', w którym występowali Robert Pattinson i Kristen Stewart. Dowiedziałam się, że aktor wybaczył dziewczynie zdradę i za rok mają ślub. Wiedziałam, że w końcu to nastąpi.
- A on nie jest dla niej za stary? - zapytał się tata przyjaciółki.
- On jest tylko 4 lata starszy.
- Jakby moja córcia miała takiego starego chłopaka, to bym ją z domu wyrzucił. - powiedział poważnym tonem.
Uśmiechnęłam się tylko i wstałam, by wyciągnąć Agnes z łóżka. Otworzyłam po cichu drzwi od pokoju i podłączyłam do radia mojego iPhone'a. Po 2 minutach tak huknęło, że przyjaciółka prawie zleciała na podłogę.
- Po. je. ba. ło? - oddzielała wolno każdą sylabę - Czy ty padłaś na głowę!?
Dziewczyna podbiegła do mnie i zaczęła mną rzucać. Ja śmiałam się tak bardzo, że zaczęły mi lecieć łzy. Podniosłam się z ziemi i usiadłam na łóżku.
- To co dziś robimy? - zapytałam cały czas ze łzami w oczach.
- Nie odzywam się do ciebie, wynoś się potworze.
Pozbierałam swoje rzeczy z ziemi i wyszłam z domu. No cóż, przyjaciółka mnie nie chce, to co się będę narzucać.
- Ej, ja żartowałam! - wołała przez okno.
- Wiem! - uśmiechnęłam się i poszłam spokojnie do swojego mieszkania.
Na wejściu przywitała mnie mama pięknymi słowami "Gdzie ty do jasnej cholery byłaś?! Nie mówiłaś, że gdzieś wychodzisz, telefonu nie odbierałaś! Wiesz jak się bałam?"
- Byłam u Ag. - zdjęłam buty i poszłam na górę do pokoju.
Wyciągnęłam z szafy miętowe rurki i białą koszulkę z nadrukiem i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Akurat, gdy wychodziłam z kabiny, do pomieszczenia wleciała blada, zdyszana rodzicielka.
- Co jest, nie widzisz, że się myję? - owinęłam się ręcznikiem.
- Tata.. bo.. my musimy.. i no... ubierz buty... jedziemy... - wyjąkała i opierając się o kafelki zsunęła na podłogę.
- Co jest z tatą? - przeraziłam się.
- Ubierz się... musimy... jedziemy do szp... szpitala...
Nie czekając na więcej informacji, zbiegłam na dół. Wcisnęłam mokre włosy pod czapkę, ubrałam buty i kurtkę. Wybiegłyśmy z domu i odjechałyśmy.
Droga dłużyła się niemiłosiernie, szczególnie gdy mama w ogóle nie miała siły prowadzić. Kiedy wreszcie znalazłyśmy się w szpitalu, szybko zapytałyśmy się gdzie leży i pobiegłyśmy tam z prędkością światła. Mama wparowała do pomieszczenia, a ja zaczęłam szukać lekarza, by się czegoś dowiedzieć. Po kilku minutach mężczyzna w białym fartuchu wyszedł z sali więc do niego podeszłam.
- Dzień dobry ee, jestem umm córką pana Knight, umm.. mama nie mogła z siebie nic wydusić, a ja nie wiem co z tatą no ee, mógłby mi pan coś powiedzieć? - serce biło mi o wiele za mocno niż powinno.
- Po pierwsze proszę się uspokoić, pani ojciec z tego wyjdzie. Może jednak wejdziemy do sali? Matka pewnie też chciałaby wiedzieć.
- Nie jestem pewna, czy chce wiedzieć, no ale dobrze. - weszłam do środka i podeszłam do taty.
Przeraziłam się. Głowa owinięta w bandaż, ręka w jakimś gipsie, pełno zadrapań na całym ciele, przypięty do tysiąca kabelków, cały siny i blady. Usiadłam na krześle, bo zaczęło mi się robić słabo.
- Tak więc pan Knight wracał z pracy kilkoma kolegami. Kierowca w pewnym momencie stracił panowanie nad pojazdem i wjechał w drzewo. Pan Knight miał jednak tyle szczęścia, że nie siedział z przodu, tylko z tyłu. 2 osoby zginęły, 3 są ciężko ranne, a jedna ma marne szanse na przeżycie. - wyjaśnił lekarz.
- Ale on ma szanse, tak? - szepnęła przerażona mama.
- Oczywiście, jeśli wszystko pójdzie dobrze, wypiszemy go za góra dwa miesiące. Jeśli będzie trzeba, wyślemy go potem do specjalnej kliniki na rehabilitacje. - odpowiedział i wyszedł z sali.
Przez pół godziny siedziałam i po prostu wpatrywałam się w tatę. Później zaczęły mi się kleić oczy i lekko przysypiałam, więc oblałam twarz zimną wodą i z powrotem usiadłam na krześle.
- Możesz wrócić do domu jeśli chcesz. Ja nie wiem o której wrócę, w lodówce jest zupa, odgrzej sobie. - zaproponowała mama i lekko się uśmiechnęła.
Skinęłam głową i wyszłam z sali. W pewnym momencie zadzwonił do mnie telefon, więc usiadłam na plastikowym krzesełku i odebrałam.
- Lepiej usiądź. - powiedziała na powitanie Ag drżącym głosem.
- No siedzę, co się dzieje?
- Bo.. Becky.. Kurwa mać... Becky skoczyła z mostu.. i ona.. nie... ja pierdole. - przyjaciółka zaczęła płakać.
Poszłam w jej ślady, łzy zaczęły mi spływać strumieniami. Po raz kolejny tego dnia zrobiłam się cała blada, a serce biło w nienaturalnym tempie.
- Ale jak to? - powiedziałam prawie niesłyszalnie.
Z większym spokojem w głosie odpowiedziała:
- Ona mieszkała tylko z tatą, nie miała innej rodziny, no i wiesz, trochę biedę klepali, jej ojciec pracował dzień i noc, żeby mieli co jeść i jak wracał z pracy to miał wypadek no i zginął na miejscu, a jak Becky się dowiedziała to się załamała. No tak właściwie, to co ty byś zrobiła? Ona już nie miała po co i dla kogo żyć, no chyba, że dla nas no.
Gdy Agnes to powiedziała, zaniosłam się tak głośnym płaczem, że wszyscy, którzy przechodzili dziwnie się na mnie patrzyli. Rozłączyłam się i próbowałam jakoś się opanować, ale za nic mi nie wychodziło. Płakałam jeszcze kilka minut, gdy podeszła do mnie młoda, drobniutka blondynka w białym fartuchu, który był dla niej o kilka numerów za duży. Usiadła koło mnie i bez słowa mnie przytuliła. Wtuliłam się w nią i znowu zaczęłam głośniej płakać. Podsumowując, w ciągu jednego dnia, wydarzyło się więcej złych rzeczy, niż w ciągu całego mojego życia. Przyjaciółka nie żyje, tata oddycha w szpitalu przez jakieś rurki, nie dostałam najważniejszej szansy muzycznej mojego życia i w ogóle wszystko się psuje. Jestem ciekawa, co jeszcze się dziś stanie.
- Ćss, spokojnie. - dziewczyna pogłaskała mnie po głowie i lekko się ode mnie odsunęła.
Wytarła rękawem moje mokre policzki i uniosła do góry kąciki ust.
- Kim jesteś? - zapytałam, podciągając nosem.
- Perrie, jestem tak jakby początkującą pielęgniarką. Nie mogłam pozwolić ci się zapłakać na śmierć. - odpowiedziała i wyciągnęła z kieszeni chusteczki.
- Dziękuję, ja po prostu.. tak jakby w ciągu jednego dnia zawaliło mi się życie.. - wzięłam chusteczkę i wydmuchałam nos.
- Nie tłumacz się, serio. Podwieźć cię do domu?
- Bardzo dziękuję, ale nie chcę ci robić kłopotu. A poza tym jesteś w pracy.
- Jestem na swego rodzaju praktykach, także mogę wyjść kiedy chcę. Ubierz kurtkę i jedziemy. - wstała z krzesła i żwawo podążyła w kierunku drzwi.
Próbowałam zrobić to samo, niestety humor mi na to nie pozwalał i wyglądałam tak, jakbym chciała do kogoś podbiec i go zabić. Powoli wgramoliłam się do samochodu i odjechałyśmy pod podany wcześniej adres.
- Naprawdę nie wiem jak ci dziękować, gdyby nie ty, pewnie zostałabym tam do rana. - otworzyłam drzwi od domu. - Wejdziesz do środka? Zrobię ci jakąś kolację, bo pewnie głodna jesteś, co? - wysiliłam się na uśmiech.
- Gdybym mogła jedną kanapeczkę to naprawdę byłabym wdzięczna.
Jeju, z tego wszystkiego zapomniałam, że cały czas miałam mokre włosy pod czapką, która już od wody zmieniła swój kolor na prawie czarny. Szybko zdjęłam ją z głowy i przewiesiłam przez kaloryfer. Zrobiłam gorące kakao i kilka kanapek dla Perrie i uciekłam do pokoju. Wyjęłam białą koszulkę na ramiączkach, czarne legginsy i fioletową bluzę z białym zamkiem i sznureczkami. Wzięłam szybki prysznic, jeszcze raz umyłam włosy i lekko podsuszyłam. Po piętnastu minutach wróciłam do koleżanki i wzięłam z kuchni moją na pół zimną herbatę.
- Lepiej się czujesz? - zapytała troskliwie.
- Tak, troszeczkę. - złapałam pilot i włączyłam Punk'd.
Akurat wrabiali Demi Lovato. Serio, takiego ducha to też bym się przestraszyła. Jeszcze jakby mi ktoś opowiadał historie, że tu kiedyś ktoś zginął. Potem obejrzałyśmy Project X, śmiejąc się przy tym wniebogłosy. Jak dom się spalił to umilkłyśmy, a jak pod koniec się pocałowali, zrobiłyśmy głośne "Awww". Do godziny 23 poznawałyśmy się i rozmawiałyśmy o wszystkim. Dowiedziałam się, że ma chłopaka, Zayna, który jest początkującym muzykiem, mieszka z mamą i babcią na drugim końcu miasta, ma psa i studiuje medycynę, co właściwie jest jasne.
- Chcesz zostać na noc? Do domu masz daleko, a poza tym nie wiem o której wróci moja mama i nie chciałabym być dzisiaj samotna. Oczywiście, jeśli nie chcesz to nie zatrzymuję cię. - uśmiechnęłam się.
- Jeśli chcesz to mogę zostać, babcia pojechała do cioci, a mama ma nockę w szpitalu więc właściwie nie robi mi to różnicy. - wzięła miskę po popcornie i włożyła do zmywarki.
- To okej, ręcznik masz w pokoju na górze, jest praktycznie naprzeciwko schodów, tam dzisiaj śpisz. Umm, zaraz przyniosę ci piżamę. - czmychnęłam do swojej sypialni i wyjęłam z szafy lekko ciasny mi ciuch.
Zeszłam szybko po schodach, ale Perrie nie było. Odłożyłam piżamę na stopień, sprzątnęłam resztę naczyń i wyłączyłam telewizor.
- Nie wiem gdzie jesteś, ale piżama jest na schodach! Mam nadzieję, że lubisz spać w sukienkach, powinna być ci dobra! - zawołałam w głąb domu.
Wróciłam na górę do pokoju i odpaliłam laptopa. Weszłam na chwilę na facebook'a, twitter'a i popisałam z kilkoma osobami.
Andy: hey babe, wazzup? ♥
Jade: nie mam zbytnio humoru do rozmów, przepraszam.
A: coś się stało? mam nadzieję, że tym razem to nie moja wina :(
J: pogadamy, jak się spotkamy, idę spać. pa :*
A: dobranoc :*
Po tej krótkiej rozmowie wylogowałam się z facebook'a i wyłączyłam komputer. Ubrałam się w piżamę i umyłam twarz i zęby. Poszłam do drugiego pokoju, by sprawdzić, czy Perrie już śpi, ale jej nie było. Trochę się zdenerwowałam, więc przeszukałam cały dom. I nic, nie było jej. Ostatnim miejscem może być taras, ale wątpię, że tam przebywa, bo jest 1 w nocy i strasznie zimno jak na późną wiosnę. Dobrze zrobiłam, że sprawdziłam, bo dziewczyna siedziała na leżaku plecami do mnie i płakała. Bez słowa wróciłam do pokoju po koc i otuliłam jej ramiona. Lekko drgnęła i zaczęła dalej płakać. Objęłam ją i oparłam swoją głowę o jej. Siedziałyśmy w ciszy przez kilka minut, ale potem zaczęło padać, więc zmyłyśmy się do salonu.
- Pogadamy jutro, co? - potarłam jej ramię.
Bez słowa zgarnęła piżamę i zamknęła się w łazience.
- Słodkich snów! - krzyknęłam.
Wróciłam do pokoju i przykryłam się ciepłą kołdrą. Brakowało mi jej, ostatnio spałam na materacu pod kocem i na szpitalnym krzesełku. Długo nie mogłam zasnąć, więc poszłam do kuchni i wyciągnęłam z lodówki kawałek szynki. Zawsze tak robię, jak nie mogę spać.
- Meow, meow! - usłyszałam mojego malutkiego kotka.
- Hej Aria, gdzie byłaś cały dzień? - pogłaskałam ją po grzbiecie.
Ta wskoczyła mi na kolana i się na nich położyła. Zazdrościłam jej, że miała takie łatwości z zaśnięciem. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku koło Ari. Głaskałam ją i przy jej cichutkim mruczeniu wreszcie zasnęłam.




yooo! no i mamy, 1 rozdział za nami ;d długo nie dodawałam, więc w rekompensatę napisałam długi :D trochę wiele się w nim wydarzyło, ale to nic :D
przez kilka godzin rysowałam w paincie dom Jade, nie wiem po co. chcecie to zobaczcie :P
STRASZNIE DZIĘKUJĘ ZA PONAD 100 WEJŚĆ, 3 OBSERWATORÓW I 2 KOMENTARZE. jesteście kochani! <3
chcecie być informowani o nowych rozdziałach, to piszcie w komentarzach, O KTÓRE BARDZO ŁADNIE PROSZĘ. :D
+ przypominam o ankiecie, głosujcie! :)
++ Becky nie ma w bohaterach, bo właściwie jej w tym blogu nie będzie. tak jakby ktoś się zastanawiał. ;)
następny pojawi się pewnie w piątek, chyba, że się postaracie to dodam jutro. :)

6 komentarzy:

  1. JEST ZAJEBISTY! MASZ TALENT KOCHANA! CZEKAM NA NASTĘPNY! ♥ JAK CHCESZ TO PRZECZYTAJ MÓJ : http://same-mistakess.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. także tego: CO TO OMGUHJSAAUFHDJBNA!? Rozdział- cudo.(simple, but effective xd) Dom- CUDOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO! haha, ale gdzie czerwone ściany? i w ogóle, jesteś mistrzem painta, bez kitu! Perrie- co z nią będzie? O co biega, Zayn ją zdradził? Ja wiem, on jest taki oh, ale kurde seksowna bestia :D

    KOCHAM TO JUŻ TERAZ, oczywiście mnie informuj @lovboobear, no i pisz często :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej TO JEST ŚWIETNE !
    oczywiście ze chcę być informowana @VJusticePoland ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział i świetny blog. Perrie to miła dziewczyna super dodaje się do obserwatorów. Dodawaj szybko następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest super *-*

    OdpowiedzUsuń